Bajki Dziadka Olka

Aleksander Sola, przez niektórych zwany Dziadkiem Olkiem potrafi opowiadać wspaniałe historie i bajki. Jego wnuki najbardziej jednak lubią myśliwskie przygody niejakiego Wacka

POLOWANIE NA WIEWIÓRKI

Przed wojną sport uprawiano amatorsko. Ten, kto brał za to wynagrodzenie, nie mógł uczestniczyć w olimpiadzie. Podobnie funkcjonowali piłkarze, trenerzy i działacze, nawet w pierwszej lidze. Pan Wacław, pomimo że był wysokiej klasy zawodnikiem, też pracował. Znalazł sobie zajęcie z nienormowanym dniem pracy. Oprócz tego uprawiał myślistwo na wpół zawodowo.

W tym czasie bardzo modne były ubrania ze skór i skórek dzikich zwierząt. Na co wtedy nie polowano!!! Nawet poczciwe wiewiórki były zwierzyną łowną. Słyszałem o skórzanej galanterii ze skórek kreta.

Wacek jako człowiek inteligentny i pomysłowy stosował niekonwencjonalne metody polowań, tak na drobnicę jak i na grubego zwierza.

A taki był sposób polowania na wiewiórki:

Należało upatrzyć w lesie bądź parku duże, najlepiej samotnie rosnące drzewo. Wacek przychodził tam rankiem w kapeluszu myśliwskim, ze strzelbą na ramieniu, choć bez amunicji, aby taka wiewiórka wiedziała, z kim ma do czynienia. Gdy na drzewie była jedna lub więcej wiewiórek, uciekały jak najwyżej w koronę drzewa, zdając sobie sprawę z tego, co się święci. Bacznie obserwowały pana Wacka. A Wacek chodził sobie wokół drzewa, wiewiórki kręciły się na drzewie, chcąc go mieć na oku. Pan Wacek chodził coraz szybciej, a wiewiórki też się obracały coraz szybciej. Wacek przyspieszał, przechodził do biegu i to zawsze w tę samą stronę, Wiewiórki obracały się też coraz szybciej, aż w końcu zakręciło im się w głowie i spadały na ziemię wprost pod nogi pana Wacka. Pan Wacek zbierał zdobycz do torby myśliwskiej i udawał się do domu. Korzyść z takiego polowania była podwójna. Po pierwsze nie trzeba było płacić za drogą amunicję, po drugie skórki nie były uszkodzone. Takie małe zwierzątko jak wiewiórka zastrzelone nawet kaczym śrutem,tracił znacznie na wartości.

POLOWANIE NA ZAJĄCA

W tamtych czasach zając był zwierzyną łowną nie tylko z powodu mięsa, skórka z zająca również była trofeum dla myśliwego. Mimo że powszechnie polowano, a nawet kłusowano na zające, dużo było tej zwierzyny na polach i w lasach, dużo więcej niż teraz, gdy zające są pod częściową ochroną.

Ze skórek zająca upolowanego w okresie jesienno-zimowym, kiedy ich jakość była dobra, szyto czapki, kołnierze, mufki, rękawice, a nawet futerka dla dzieci i mniej zamożnych dorosłych. Z uszkodzonych skór pozyskiwano sierść, z której produkowano kapelusze filcowe dla kobiet i mężczyzn.

Pan Wacek polował też i na tę zwierzynę. I miał na to swój oryginalny sposób. Wacek już latem chodził po lasach i upatrywał wielkich kamieni narzutowych. Swoje znaleziska nanosił na odpowiednio sporządzoną mapę oraz zapamiętywał. Gdy już przyszła sroga zima, a wtedy bywały zimy śnieżne i z tęgim mrozem, Wacek szykował się na polowanie. Kiedy napadało dużo śniegu i szczypał siarczysty mróz, zwierzyna nie mogła się dostać do pożywienia, którym były trawy i ozime zboża. Pan Wacek odszukiwał wcześniej upatrzone kamienie, odśnieżał je, posypywał szczyptą pieprzu i przykrywał sporą warstwą zielonego, pachnącego siana. Zabezpieczał je niewielką warstwą śniegu, aby wiatr nie zniszczył jego pułapki. Operacji takiej dokonywał przed wieczorem. Po przygotowaniu kilku, a nawet kilkunastu takich pułapek, Wacek spokojnie udawał się do domu. W nocy zające szukały pożywienie i bez trudu odnajdywały kamień z pachnącym sianem. Zgłodniałe rzucały się na pożywienie,wtedy pieprz dostawał się do ich nozdrzy. Zając zaczynał kichać, a całe obłoki pieprzu unosiły się w powietrzu. Zając kichał tak bardzo, że uderzał głową w kamień, raz, drugi i trzeci i… wreszcie padał martwy obok kamienia.

Rano pan Wacek z workiem udawał się do lasu i spokojnie zbierał swoje trofea.

POLOWANIE NA LISA

Miał pan Wacek swoje skuteczne sposoby polowania na drobną zwierzynę łowną, ale miał też oryginalne sposoby polowania na grubego zwierza. I tu chciałem przytoczyć sposób polowania na lisy.

Może lis nie jest jeszcze tą najbardziej oczekiwaną zdobyczą, ale przed wojną skóra z lisa była bardzo cenna. Nie każda kobieta mogła sobie pozwolić na kołnierz z lisa. Pamiętam, z jakim podziwem patrzyłem w kościele, jak z ramion modnej pani spogląda na mnie szklanymi oczami piękny, rudy lis. Lis był jak żywy, długi i lśniący, z niewielkim łebkiem, nóżkami zaopatrzonymi w lśniące pazurki i okazałym puszystym ogonem. Taki lisi kołnierz pięknie wyglądał, ale też drogo kosztował.

Polowanie na lisa było trudne, ale opłacalne. I tu pan Wacek miał przemyślaną metodę. W trakcie wypraw do lasu Wacek wypatrywał lisich nor, oznaczał je tak,aby w każdej chwili mógł je odnaleźć. W środku zimy, gdy skóry lisie były gęste, lśniące, więc najbardziej wartościowe, rozpoczynał polowanie. W mroźny, śnieżny poranek, jeszcze przed świtem Wacek ze strzelbą na ramieniu, torbą myśliwską i termosem z gorącą herbatą, udawał się na spacer. Bez trudu odnajdywał wcześnie upatrzoną lisią norę. Lisa zwykle o tej porze w norze nie było, polował w wiejskich kurnikach. Pan Wacek chował się za grubym drzewem rosnącym blisko nory. W reku trzymał strzelbę nabitą ślepymi nabojami, gotową do strzału. O świcie lisek wracał z polowania zadowolony z kurą, a czasem nawet kaczką lub gąską w pysku. Gdy lis zbliżał się do nory, tracił czujność. Wówczas pan Wacek wypalał z obu luf swojej strzelby, lis wypuszczał z pyska zdobycz, ze strachu wyskakiwał ze skóry i uciekał w głąb lasu. Pan Wacek ucieczką lisa wcale się nie przejmował, przecież mięsa z lisa się nie jada. Na śniegu natomiast leżała piękna lisia skóra, a obok kura, kaczka czy gąska. Wacek ładował do jednej torby lisią skórę, do drugiej lisią zdobycz. Tym sposobem Wacek nic nie wydał na amunicję, skóra nie była uszkodzona, zapewniony był obiadek na niedzielę, a za dobrą skórę można był uzyskać cenę równą miesięcznej pensji.

POLOWANIE NA WILKA

Dzisiaj wilki są pod ścisłą ochroną. Na terenach podgórskich hodowcy owiec i innych zwierząt wypasanych na wolnym wybiegu skarżą się,że watahy wilków wyrządzają duże szkody w ich stadach. Przed wojną wilki cieszyły się jak najgorszą opinią, a polowanie na nie było wręcz zalecane. Po wojnie za zniszczenie wilczego gniazda, tj. wybicie wilczych szczeniąt, najlepiej wraz z ich matką, wypłacano znaczną nagrodę pieniężną. Skóra wilcza była poszukiwanym i cenionym materiałem na męski kożuch

Pan Wacek polował na wilki, stosując opracowaną przez siebie metodę. Wacek w celu upolowania wilka udawał się do jakiegoś dużego kompleksu leśnego np. Lasów Janowskich. Jako przynęty używał żywej owieczki. Przywiązywał ją do drzewa. Sam ukrywał się w pobliżu ze strzelbą załadowaną amunicją na grubego zwierza, na wszelki wypadek. Gdy wilk wywęszył owieczkę i skradał się do niej, owieczka też go czuła, więc beczała ze strach, nie mogąc uciec. Gdy wilk już miał się rzucić na swoją ofiarę, Wacek wypadał zza drzewa i stawał między owcą a wilkiem. Rozwścieczony wilk rzucał się na Wacka z rozwartym szeroko pyskiem, szczerząc groźne kły. Wacek nie uciekał, lecz wpychał mu rękę w pysk, aż dotykał ogona….i energicznie pociągał do siebie. Sam Wacek nazywał tę metodę „na wywrotkę”, to znaczy przenicowywał wilka W rezultacie tego zabiegu nogi wilka wraz z groźnymi pazurami szły do środka, zaś szczeki na zewnątrz, więc wilk nic nie mógł zrobić myśliwemu. Nie tylko nie mógł atakować, ale uciec też nie mógł. Pan Wacek zarzucał wilka na plecy i wracał dodomu.

POLOWANIE NA NOSOROŻCA

Wieści o panu Wacku i jego oryginalnych metodach polowań na drobną i grubą zwierzynę rozeszły się daleko. Doszło do tego, że jakieś międzynarodowe towarzystwo zaproponowało mu safari w Afryce, w Kenii. Polowano na grubego zwierza, czyli nosorożca.

Pan Wacek mógł zabrać ze sobą dwóch pomocników i odpowiedni sprzęt myśliwski. Zafundowano im podróż w obie strony, Wtedy nie podróżowało się tak szybko jak dziś. Safari miało trwać trzy miesiące. Do swojej ekipy pan Wacek wcale nie zaprosił myśliwych, lecz dwóch hydraulików. Nie zabrali też z sobą broni, jednak po wielu perypetiach doszło do polowania. W samej akcji miał wziąć udział tylko pan Wacek i jego pomocnicy. Całe pozostałe towarzystwo zostało sprowadzone do roli obserwatorów.

Upatrzono stado nosorożców. Wacek usiłował sprowokować do ataku najgroźniej wyglądającego samca, a to pociągając go za ogon, a to uderzając go po rogu. Nareszcie się udało, potężny zwierz poderwał się na równe nogi, ryknął groźnie i z pianą w pysku ruszył do ataku. Wacek rzucił się do ucieczki, a gdy nosorożec był już tuż tuż, skręcił za wcześniej upatrzoną okazałą palmę. Nosorożec- zwierz wielki, ciężki, mało zwrotny uderzył rogiem, aż się gruszki z drzewa posypały, a róg przeszedł na drugą stronę pnia. Za pniem już czekało dwóch hydraulików. Gwintownicą szybko nacięli gwint na rogu nosorożca, nałożyli specjalną podkładkę i zakręcili nakrętkę. Zwierz był unieruchomiony, usiłował się uwolnić, ale bez skutku. Gdy nosorożec się już wyszalał i opadł z sił, ucięto pień palmy metr powyżej rogu zwierzęcia, a następnie metr poniżej. I z tą kłodą wprowadzono nosorożca jak baranka do klatki. Myśliwi o światowej sławie patrzyli z podziwem na wyczyny pana Wacka i jego drużyny. Nasi myśliwi po długim i pięknym safari w Afryce powrócili do kraju w glorii sławy i z niezłą kasą za niezwykłe polowanie na grubego zwierza